# 16.
z przeprosinami od autorki.
i jeszcze z ogłoszeń - mam zamiar zgromadzić na tym blogu najlepsze fanficki. chętnie skorzystam z Waszej pomocy, jeśli znacie kogoś godnego uwagi.
pozdrowienia, kochani!


- Rain, hej, Rain...
- Nie, Padma, uważaj, nie leć tak wysoko....
- Rain, wstawaj!!
Otworzyła oczy. Przed sobą miała twarz Padmy Patil.
- Co jest?
- Czemu jesteście takie niewyspane? - zapytała Mandy, poprawiając szatę.
- Po prostu... - odpowiedziała wymijająco, gdy Rain wstała i powlokła się do łazienki. - Gdzie Chelsy i Lisa?
- Chyba na śniadaniu. Mówiły coś o lataniu.
W Wielkiej Sali było jak w każdy, czwartkowy poranek - z tym, że wszystkim już chodziła po głowie myśl o Nocy Duchów. Krążyły przeróżne plotki o tym, jak dyrektor uświetni ucztę. Źródłem tych wymysłów głównie byli Puchoni, przybiegający do stołu i zaaferowani usłyszanymi nowinkami.
Kiedy Padma i Rain zeszły na śniadanie (co udało im się zrobić z ogromnym trudem), na widok Anthony'ego mimowolnie uśmiechnęły się. Rain nie czuła skrupułów po złamaniu regulaminu. Właściwie dopiero początek roku szkolnego, pomyślała, jeszcze mamy dużo czasu do nadrobienia. Oczywiście, nie przestrzegania hogwardzkich zasad. W końcu uważała to z lekka za zabawne, myśląc z przekąsem o sfrustrowanym Flitwicku. Przecież nikt się nie dowie. A przynajmniej nie powinien.
- No, a dziś lekcje latania mają Gryfoni i Ślizgoni, ciekawe, jak im pójdzie - zapiała dumnie Chelsy. To uczucie nie opuszczało ją od kiedy poprawnie, po raz szósty, udało jej się wykonać tor przeszkód autorstwa Hooch.
- Słyszałam, jak wielu Gryfonów opowiada sobie o swoich dokonaniach względem miotły. Przekonamy się, ile w tym prawdy - prychnęła Mandy, zamykając podręcznik od historii magii dla klasy drugiej.
- Już go przerobiłaś? - zapytała Rain, sprawdzając, czy ma w torbie wszystkie książki.
- Tak. Historia magii jest świetna - odpowiedziała wespół z rozmarzoną miną.
- Tak, ale nie z tym nauczycielem - mruknął Terry, smętnie wpatrzony w brzegi swojego soku dyniowego.
- Och nie... Zapomniałam podręcznika do zielarstwa. Od tego chyba zaczynamy?
- Oj, kiedyś ci zrobię plan zajęć, wykrzykujący ci nad głową każde z nich - powiedziała Mandy - zaczynamy od transmutacji.
- Tego podręcznika też nie mam.. Pożyczysz mi swój plan? Dzięki - powiedziała Rain i wyszła z Wielkiej Sali z tostem w ręku.
- Pośpiesz się! - krzyknęła za nią Lisa.
Nadgryzając zabranego tosta, ruszyła korytarzem. Napawało ją szczęściem to, że akcja się udała. "Gerard się zdziwi, gdy mu o tym napiszę" pomyślała.
Wtedy uświadomiła sobie, że nie miała od niego żadnego znaku życia, jakby rozpłynął się w powietrzu. Usprawiedliwiała to odległością, może brakiem porządnej sowy czy złożonymi zajęciami. W końcu został przyjęty do jednej z trzech najlepszych szkół magicznych.
Trzy najlepsze... to miano wywołało u niej dreszcze. Ona chodzi do Hogwartu, matka i ojciec również tu uczęszczali. Babcia i dziadek do Beauxbatons. A reszta? Może uczą się w jakiś mało znanych, pojedynczych, magicznych akademiach? "Najlepsze". Czy Ravenclaw naprawdę w mniemaniu babci jest najlepszy? Nie, na pewno Slytherin. Choć kiedyś mawiała, że gdyby nie Ślizgoni i Krukoni, szkoła by zginęła. Gryfoni kojarzyli się Rain z jakąś heroiczną odwagą i szlachetnością, czyżby więc Beatrice gardziła tymi przymiotami? Czy to było głupie? A Puchoni? Czy sprawiedliwość jest zła? W końcu uważała dzieciaki z mugolskich rodzin za gorszy pokrój. Taka mała filozofia była upychana w głowie Rain od dzieciństwa, jednak po poznaniu Sheeny Chelsy Moon była gotowa ją całkowicie odrzucić. Może i dziewczyna nie miała jakiejś specjalnej klasy, jednak była - według Rain - kimś naprawdę wyjątkowym. Opowiastki o pani Moon również wzbudzały ciekawość, bo pomimo tego, że ona i jej mąż nie mieli w sobie ni kropli krwi czarodziejów, musieli być niezłymi dziwakami. Niektóre z historii naprawdę mogłyby poświadczyć o ich "magiczności", nie odbiegając swą nadzwyczajnością od przeciętnego czarodzieja. A przynajmniej z punktu widzenia Rain.
Idąc schodami ku szczytowi wieży Ravenclawu, poczuła nieprzerwaną tęsknotę za babcią. Dawno już wybaczyła jej uwagę poświęcaną czystości krwi. Jej ciepła ręka dużo dała w wychowaniu, czasem babcia była bliższa Rain od mamy. W Christinie podziwiała jej zaangażowanie w to, co uwielbiała czyli quidditch i magomedycynę. Za to Beatrice miała dużo wiedzy kulturalnej, projektowała, była pełna dumy, dostojności i jakiejś nieopisanej władzy nad wszystkim, co potrafiła połączyć z nieukrywaną sympatią do otoczenia. To właśnie Rain imponowało. Jeszcze bardzo lubiła jej opanowanie. Nigdy nie była świadkiem tego, by ktokolwiek wyprowadził Beatrice z równowagi. Z takiej rodziny, a raczej części, Rain była w pełni dumna.
W pokoju wspólnym Krukoni zbierali się już na zajęcia. Wbiegła szybko do dormitorium i zaczęła pakować potrzebne rzeczy. Jedynym problemem okazał się tom do transmutacji. Nigdzie go nie było! Pod łóżkami, w kufrze, łazience, w pościeli... Odczuła lekką nutkę paniki. Nie miała zamiaru się spóźnić! Szybko przesuwała wzrokiem po każdym calu pomieszczenia. Nic! Zaraz... było takie zaklęcie.
- Accio podręcznik do transmutacji!
Nic. Może faktycznie go tu nie ma? Skupiła się myślami na książce.
- Accio podręcznik do transmutacji!
Zegarek, szybko, gdzie zegarek! Za pięć minut wejdą do klas. "McGonagall będzie wściekła, podręcznik, podręcznik...".
- Accio podręcznik do transmutacji!
Usłyszała świst i opasły tom wysunął się zza nocnej szafki Rain. Złapała go w locie, wcisnęła do torby i zbiegła po schodach do pokoju wspólnego po krętych schodach. Odrzuciła kilkoro piątoklasistów kończących prace domowe i pobiegła ku sali.
Właściwie taka forma dochodzenia do klasy stała się całkowicie normalna, i wszyscy wiedzieli, że jeśli Rain nie czeka ze wszystkimi, to oznacza, iż zapewne dobiegnie.
- Panno Blackheart! BLACKHEART! - potoczył się po korytarzu głos McGonagall.
Przeszły ją dreszcze. A teraz dostanie reprymendę, czemu jeszcze nie stoi pod salą z resztą pierwszoklasistów. Powoli, przybierając grobową minę, odwróciła się do pędzącej ku niej profesorki.
- Dyrektor prosi cię do gabinetu. To ważna sprawa.
- Co się stało? - spytała drżącym głosem.
W oczach opiekunki Gryfonów pojawiła się nutka współczucia. To ją zdecydowanie zaniepokoiło. Bez słowa ruszyła za McGonagall, a ta co chwila oglądała się na Rain, jak gdyby Krukonka miała jej czmychnąć za chwilę. Natłok myśli w jej jedenastoletniej głowie sprawił, że nawet nie usłyszała hasła wypowiedzianego kamiennej chimerze.
Profesorka odeszła, oglądając się jeszcze. Gdy Rain stanęła już przed drzwiami gabinetu, trzęsły jej się ręce. Zapukała i weszła.
Gabinet był okrągłym, ciekawym pokojem z mnóstwem obrazów wcześniejszych dyrektorów szkoły. Wielu z nich przesadnie drzemało w swych ramach. Na złotej żerdzi siedział czerwony feniks, a przy mosiężnym biurku - obecny dyrektor, Albus Dumbledore.
- Wzywał mnie pan, profesorze? - zapytała, nie chcąc patrzeć mu w oczy.
- Tak Rain, usiądź - powiedział ciepłym, ojcowskim głosem i wskazał na krzesło przed sobą. - Stało się coś bardzo ważnego. Jestem zobligowany cię do tego powiadomić. Napijesz się czegoś?
- Nie, dziękuję. O co chodzi? - zapytała zniecierpliwiona.
- Chciałbym jeszcze, by był tu opiekun twojego domu. O, profesor Flitwick! Oczekiwaliśmy pana.
- Och, witaj Albusie - powiedział mały czarodziej, drepcząc przez gabinet. - Słyszałem od Minerwy, że coś się stało. Rain, przeskrobałaś coś? - zapytał spokojnie, wyczarowując sobie krzesło.
Było ono dość śmieszne. Miało wysokie nogi, z boku szczebelki wypuściły drewniane pnącza, układające się w drabinkę po której maleńki człowieczek wspiął się, by patrzeć z tej samej perspektywy, co Dumbledore i Rain. Dyrektor odchrząknął, położył łokcie na biurku stykając palce koniuszkami i rzekł:
- Hm. Twój ojciec miał mały wypadek.
Poczuła, jakby nagle wewnątrz opustoszała. Jakby bryła lodu spadła jej do brzucha.
- Wypadek? - powtórzyła ciszej, załamując głos. - Jak to?!
- Został napadnięty. Stoczył mężną bitwę, magomedycy nie są pewni z kim lub czym. Ktoś użył na nim bardzo silnych zaklęć, jednak nie ma żadnego uroku ani trwałego zaklęcia z którym nie można sobie poradzić. Z ostatniej rozmowy z dowiedziałem się, że jest przytomny, jednak bardzo zmęczony.
- Kiedy to się stało? Gdzie? Dlaczego? - miała ochotę wrzeszczeć i płakać jednocześnie.
- Spokojnie, Rain - mówił Dumbledore - Timothy Blackheart dziś właśnie wracał z pracy do mieszkania. Nie jesteśmy pewni, jednak obrażenia wyglądają nie tylko na magię ale i na ugryzienia. Lecz to nic poważnego - dodał, widząc jej minę. - A teraz mam do ciebie pytanie. Chciałbym jednak, byś odpowiedziała na nie szczerze - zaczął, bardziej opierając się na łokciach.
Mocniej zapadła się w fotelu. Patrzyła ze strachem w te bladoniebieskie tęczówki, które przeszywały ją na wskroś i wywoływały dreszcze.
- Czy ty nie wiesz, kto mógł to zrobić?
Oczywiście, że wiedziała. Jednak te domysły wolała pozostawić wyłącznie dla siebie.
- Nie mam zielonego pojęcia, panie profesorze.
- Oczekiwałem innej odpowiedzi - odpowiedział z lekkim uśmiechem. - Do widzenia Rain, możesz wracać na transmutację.

x X x

- Twój ojciec jest w szpitalu? Żartujesz! Kontaktowałaś się z mamą albo co?
- Jeszcze nie. Ale pewnie wezmą mnie na weekend do domu.
Szły z Mandy do Wielkiej Sali na obiad. Rain cały czas była zszokowana. Jak to możliwe, by ojca napadnięto? "To musiało być coś silnego" pomyślała. I chyba wiedziała, co.
Obawiała się tego, że Czarny Pan powróci. Nie chciała dzielić się z nikim tymi spekulacjami - były bez sensu i jakiejkolwiek logiki. Może przyszli po niego śmierciożercy, uzbrojeni nie tylko w różdżki ale i magiczne zwierzę? Bronił się? Czuła, że to sprawka ciemnych mocy. To nie były zwykłe porachunki magiczne, ojciec sam by się wtedy wyleczył. To "coś" musiało go przerosnąć.
- Powiesz reszcie Krukonów, o co chodzi?
- Powiem tylko, że ojciec jest w szpitalu. Nic więcej.
Skierowały się do stołu Ravenclawu, gdzie pierwszoklasiści rozmawiali ożywieni. Pomiędzy nimi siedziała jedna Gryfonka - zapewne siostra Padmy i opowiadała coś z ozywieniem. Gdy podeszły, wszyscy mieli niewyraźne miny na dźwięk tego, co usłyszeli.
- Co się stało? - spytała Mandy, gdy usiadły.
- Parvati opowiedziała nam, co się stało na ich lekcji latania - odpowiedziała Padma z bladą miną.
Przy stole zapanowała cisza. Anthony stukał niespokojnie palcami w blat stołu.
- No co? - zniecierpliwiła się Rain.
- Słyszałaś, co się stało?
- Może na lekcji latania?
- Już wiesz?
- Nie, opowiadaj!
- Miotła Longbottoma... o, ten, co teraz wchodzi... dostała szału, wystrzeliła z nim w powietrze i chłopak spadł, łamiąc sobie coś. Hooch zaprowadziła go do skrzydła szpitalnego, wtedy Malfoy podniósł jego przypominajkę...
- Czyją?
- No, Longbottoma. I uznał, że musi ją gdzieś schować czy coś. Wtedy Potter mu się postawił.
- Harry Potter?
- Tak, ten Potter. Wsiedli na miotły, chociaż Granger się burzyła. W pewnym momencie Malfoy wyrzucił przypominajkę a Potter ją złapał! Wyobrażasz to sobie! I wtedy McGonagall przyszła, i zabrała Pottera.
- Serio? - to wszystko wydawało się odrobinę... śmieszne.
- Tak, no, a potem nie wiem co.
- Skąd to wiesz?
- Od mojej siostry bliźniaczki, Parvati.
Patrząc na stół Ślizgonów, Draco wydawał się lekko skwaszony. Kiedy ich oczy się spotkały, posłała mu ironiczny uśmiech i znów spojrzała w twarz Padmy.
- Nie było cię na początku transmutacji? Coś się stało?
Unikała odpowiedzi na to pytanie. Zresztą - pomyślała - oni i tak nic nie wiedzą.
- Mój tata leży w św. Mungu, ale podobno najgorsze już minęło.
- A co mu jest? - zaniepokoiła się Chelsy.
- Nie wiem - skłamała, zatapiając wzrok w wielkiej misce z sałatką - dowiem się w weekend.
- Już koniec zajęć na dziś?
- Jeszcze tylko jutro i wolne - uśmiechnął się Terry.
- Wiadomo, czemu miotła zwariowała? - zapytała Rain spokojnie, poszukując czegoś do zjedzenia.
- Tak. Bo musieli wziąć jedną z tych, które nie powinny być wzięte.
- Musieli?
- Podobno zabrakło jednej z tych zwykłych, trzeba było wziąć "dzikszą" - rzucił niedbale Andy znad podręcznika do zielarstwa.
Rain otworzyła szeroko oczy. Faktycznie, zeszłej nocy jednej miotły ubyło.
rain-blackheart 2006-07-02 14:19:05
skomentuj (19)
# 15.
- Naprawdę myślisz, że się uda?
- Przecież umiesz rzucać Zaklęcie Kameleona!
- No tak, ale wiesz, nie próbowałam na ludziach.
- To spróbuj. Masz przeciwzaklęcie?
- Acha.
- No to...
- Anthony! Zrozum, nie mogę brać takiej odpowiedzialności! A jeśli się nie uda? Co wtedy?
- Pójdziemy do Pomfrey.
- Tak, a ona powie Flitwickowi, potem rozniesie się na cały Hogwart, że Krukoni chcieli sobie polatać!
- Od Flitwicka?
Rain burknęła tylko coś niezrozumiałego, coś na kształt "czy on w ogóle nie myśli".
Był czwartek wieczór, siedzieli w pokoju wspólnym i zbierali siły na kolejny tydzień. Szło im trochę lepiej z myślą o nie tak już odległej Nocy Duchów, kiedy usiądą do stołów pełnych słodyczy i nie będą musieli przejmować się pracami domowymi.
Mimo tego, że do Świąt Bożonarodzeniowych zostały im jeszcze prawie dwa miesiące, wiele Krukonów już wiedziało, czy zostanie czy nie. Rain nie chciała zostać - chciała jechać tam, do Francji. Planowała, że czas wolny spędzi na sprawdzeniu całego domu Blackheartów w poszukiwaniu albumów, listów, pamiętników, czegokolwiek! Nie dawała za wygraną.
Wczoraj przed obiadem odczarowała wszystko - spinkę, pióro, sznurówkę, pergamin, tom od historii, którego Mandy usilnie poszukiwała. Rain nie chciała jej mówić o planie - wątpiła, czy przyjaciółka chciałaby złamać regulamin w pierwszej klasie. Wyzwanie, jakie rzucił jej Anthony obudził w Rain ducha walki i gdzieś schowaną do niedawna zaborczość.
Bez słowa wstała - było wpół do pierwszej, dziewczyny powinny już spać.
- Nie możesz spróbować... na mnie?
- Co? Zwariowałeś?!
- Oj, Rain, uwierz w siebie i czaruj - Anthony wstał.
- Dobrze, ale jeśli coś nie wyjdzie sam będziesz szedł do skrzydła szpitalnego, i ...
- Rain! Nie marudź tylko czaruj!
Odchrząknęła. Wypowiedziała zaklęcie i uderzyła kolegę w czubek głowy. Skupiła się. Musi się udać, musi!
Z miejsca, gdzie jej różdżka zderzyła się z ciałem Anthony'ego zaczęły spływać pojedyncze strugi. Obiekt czarów powoli wtopił się w otoczenie.
- Uau! Nie wiedziałem, że to tak działa! – zawołał, odskakując do wielkiego lustra.
- Wiesz, ale... ja nie będę kameleonować mioteł, to nie ma sensu.. zaczaruję siebie, ciebie i ...
- ... i mnie!
Zapadła cisza.
Zdębiali. Rain raczej chciała zakończyć "i to wszystko, i tak nas nie zobaczą". Powoli odkręciła głowę. Na schodach do dormitoriów stała Padma.
- Wszystko słyszałam! Chcę lecieć z wami!
- Słyszałaś? Ale..
- Wiesz Rain, nie jesteś tak dobra w ukrywaniu się - rzuciła Padma patrząc wyczekująco. - To jak robimy?
- Nie wiem, czy to dobry pomysł - Rain spojrzała pytająco na Anthony'ego, a raczej na miejsce, w którym powinien się znajdować.
Ten jednak, nawyraźniej zamarł.
- Jak latasz? - zapytała zdawkowo, oglądając siostrę Patil z każdej strony.
- Wyśmienicie, przekonacie się!
- Myślę, że nie mamy wyboru... - stuknęła Padmę różdżką, mrucząc formułę.
Kilkanaście minut później trójka zakameleonowanych Krukonów zmierzała w stronę komórki na miotły. Mimo że Rain miała na sobie ciepłą bluzę i starannie zawiązany pod szyją szalik, plecy mroziło jej przerażenie i stopniowe podniecenie całą sytuacją. Cicho wyłamali zamek i Anthony z zapaloną różdżką wślizgnął się po trzy miotły.
- Hej, znawco, pośpiesz się - mruknęła do niego, stojąc z Padmą na czujkach.
- Dziewczyny, zajrzyjcie tu...
Kiedy weszły, okazało się, że komórka nie jest taka mała. "Pewnie chroni ją dobre zaklęcie" pomyślała. Miotły poustawiane były w równych rzędach, przymocowane, z plakietkami.
- Zobaczcie, są przeselekcjonowane... Według tego, co mówi legenda, najgorsze z nich są na górze.
Momentalnie podnieśli głowy. Na szczycie z dziesięć, może dwanaście miotało się i wierzgało na wszystkie strony. Przytrzymywało je więcej łańcuchów, niż resztę.
- To bierzemy - powiedział i wyciągnął dłoń po jedną z najniżej umocowanych.
Szybko udowodnili im, że zamek jest przygotowany na coś takiego. Były niczym przyklejone do ścian, i natychmiast zaczęli się denerwować, co wcale nie pomagało.
- Cholera! - zaklęła Rain i oderwała jedną witkę. - Pamiętacie jakieś dobre zaklęcia?
- Ja znam jedno - szepnęła drżącym głosme Padma - ale nie wiem, czy zadziała.
- Nie krępuj się - powiedziała cynicznie i wyszła z komórki.
Korytarz był ciemny i mroczny, zakręty opiewały w czerń. Usłyszała cichy trzask, a następnie Anthony i Padma wyszli, trzymając trzy miotły.
- I co teraz?
- Wylatujemy stąd - powiedziała cicho Rain, podchodząc do jednego z okien - nie będziemy schodzić na dół. Za duże ryzyko. Anthony, zamkniesz za nami. Macie zegarki? Okej, jest pierwsza dwadzieścia, w takim razie widzimy się tu około trzeciej pięć - otworzyła szerzej okiennice.
Nie usłyszała sprzeciwu. W twarz uderzyło ją mroźne powietrze nocy, odrzucając włosy na plecy. To orzeźwiające uczucie popchnęło ją do przełożenia nogi przez miotłę i odbicia się w czarną otchłań.
Niebo było niezwykłe. Rain przeraziła się lekko, widząc, że jest tak wysoko. Kątem oka rzuciła na okno, z którego Krukoni wylecieli. Anthony musiał je zamknąć. Pochyliła się bardziej ku trzonowi i nabrała szybkości. Pędziła i pędziła, zrobiła szybki zwrot nad samym jeziorem i poszybowała w stronę Zakazanego Lasu. Podeszwami butów już muskała czubki drzew, lecąc spokojnie. Zastanawiała się, czy dobrze zrobiła. Może powinna sama łamać regulamin?
Dla bezpieczeństwa wzniosła się wyżej. Zakazany Las wydawał się być nieskończony. Zaczęła zawracać widząc, że zbytnio oddaliła się od Hogwartu. Wzleciała wyżej, na wysokość jednej z baszt i ruszyła na bliższe oględziny budowli.
Zajrzała przez okna Wielkiej Sali. Ruszyła w stronę najwyższej wieży - zapewne wieży Ravenclawu. Pokolei zaglądała do każdego z okien, aż wypatrzyła własne dormitorium i śpiącą Mandy. Zatoczyła pętlę i poleciała na błonia.
Czas leciał szybko - zegarek pokazywał drugą dwadzieścia. Usiadła na brzegu jeziora i patrzyła na krystaliczną taflą. Otaczająca ją cisza uspokajała, chłód nocy zamrażał dłonie. Rain opadła na plecy i poczuła zimną trawę. Poleżała jeszcze trochę i znów sprawdziła czas. Zostało jedynie trzydzieści minut. Zerwała się i wzleciała ku górze, gdy nagle zobaczyła dwie sunące w jej stronę miotły.
- I jak? - usłyszała własny, zachrypnięty głos.
- Świetnie! - głos Padmy był jakiś zniekształcony.
- Mam propozycję, moje panie - zaczął tajemniczo Anthony a trzon jego miotły obrócił się ku Zakazanemu Lasowi - co powiecie na mały wyścig?
- Wchodzę to! - zaśmiała się Padma.
- Gdzieś w Zakazanym Lesie jest polanka, na pewno ją zobaczymy... Kto pierwszy tam wyląduje, wygrywa!
- Bądź, co bądź, jest tam niebezpiecznie - zaczęła Rain, ustawiając własną miotłę obok dwóch pozostałych.
- Dlatego... START! - wrzasnął Anthony i trzy miotły szybowały, poganianie przez swoich jeźdźców.
Lecieli dość długo, prawie wcale nie odzywając się do siebie aż zobaczyli umówione miejsce. Pochylili się i mknęli w stronę polanki.
- Jeeeeeeest, wygrałem!
Cała trójka opadła spontanicznie na trawę, przyciskając swoje miotły do gruntu. Oddychali szybko, jakby biegli w wyznaczone miejsce. Nad głowami rozpościerał się ciemny płaszcz nocy i szare chmury.
Nagle, zobaczyli na skraju polany pająka.
- Widzicie to? - szepnęła drżącym głosem Padma.
Rain zaklęła. Zza drzew i krzewów wychodziło tysiące pająków, wielkich i włochatych, obnażając swe żądła oraz małe, czarne oczka. Kosmate nóżki powoli przestępowały kępę, zbliżając się łapczywie do nich.
Trzeba było szybko coś wymyślić!
- Na trzy podrywamy miotły i zwiewamy - mruknęła - raz, dw.. TRZY!
W tym samym momencie kilkanaście srebrnych nici wyskoczyło w ich stronę. Rain usłyszała przerażony wrzask Padmy. Obróciła się i zobaczyła jak sześć pająków trzyma swoje grube nici, przyklejone i zaplątane w witki miotły Padmy. Natychmiastowo podleciała do niej.
- Wsiadaj! - wrzasnęła i poczuła, jak miotła lekko się zapada.
Zmiatacz uderzył i zbił z pozycji stojącej pająki, co rozwścieczyło resztę. W stronę dziewcząt uderzyła nowa armia srebrnych nici.
- Gazu! - krzyknęła i leciała już obok Anthony'ego, a raczej miotły.
- Wznieśmy się wyżej, one będą nas gonić! - ryknął.
Trójka Krukonów oddychała niespokojnie, gdy wznosząc się wyżej i wyżej, widzieli strzelające w nich srebrne linki. W końcu byli już tak wysoko, że pająki zamieniły się w małe, złowieszcze plamki.
Spokojniej już poszybowali nad murami zamku, zwalniając przy nim. Rain wolała nie spoglądać za siebie - bała się być może ogromnego, ośmionogiego, włochatego stworzenia z trującymi żądłami.
Gdy odkładali miotły na miejsce, byli pogrążeni w ciszy.
- Co teraz? - zapytała Padma - Jutro Gryfoni mają lekcję latania.
- Nic - odpowiedziała kamiennie Rain - nie udowodnią nam, że to my. Ale - uśmiechnęła się - było wspaniale! Teraz chodźmy już spać...
Ruszyli cicho przez zamek. Droga do zbroi na szczycie wieży przebiegła spokojnie, nie licząc Pani Norris, węszącej na jednym z korytarzy.
Rain odczarowała wszystkich. Niebo za oknem było ciemnobłękitne.
- I jak? - zapytała, patrząc na ich zmierzwione fryzury i lekko poranione dłonie.
- Genialnie.
- Świetnie.
Uśmiechnęli się.
- To dobranoc - rzuciła Rain i z Padmą opartą o ramię, weszły ukradkiem do dormitorium dziewcząt klasy pierwszej.

rain-blackheart 2006-04-10 18:31:12
skomentuj (31)


Layout by Louise Shadow
Szablony Louise

[ Księga]


[ O Rain Blackheart ]
Wygląd: patrz - szablon :) Ulubione kolory: jadowicie zielony, czerwony, czarny oraz niebieski i srebrny.
Ulubiona rzecz: szalik [patrz - szablon].
Ulubiony przedmiot: ?
Dom:
i'm in ravenclaw!
be sorted @ nimbo.net
To, co Rain kocha -

[ Archiwum ]
2006
lipiec
kwiecień
marzec
luty
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec


[ Linki ]

Oceny [kategoria wznowiona].
Na pohybel Mary Sue.

Hufflepuff

Gryffindor
Pat Wade oj, lubuję taki styl.
Alicja Spinnet tak wspaniałej ścigającej jeszcze nie widzieliście!
Parvati Patil
Lavender Brown
Jessica Abamari
Amanda Mounters czasy Huncwotów... ale! inne niż wszystkie!

Ravenclaw
Cho Chang

Slytherin
Eluri Catus intrygująca i sarkastyczna Ślizgonka :)
Emily Montgomery
Hermione Riddle
Kate Rose
Vanity Whitewind moja wspaniała rodzina! to nic, że wierna Czarnemu Panu...

Reszta magicznych osób....
Chatka Hagrida tu możecie zaadoptować zwierzę!
prof. Severus Snape
TinTinka

Inne acz potterowskie :)
Hogsmeade.
Dziurawy Kocioł
Miodowe Królestwo
Prorok Codzienny moja ulubiona gazeta.
Czarownica tak, do zabicia czasu....
Snapesnogger przepiękne twórczości.
Harry Potter jedna z najlepszych.
Łapa